piątek, 20 czerwca 2014

O biwakowaniu słów kilka

Jaki cudowny wieczór...móc siedzieć wygodnie pod kocem, w otoczeniu tuzina mięciutkich poduszek; zajadać się ulubionymi ciastami i posiadać tą bezcenną świadomość, że nie ma się nic do zrobienia!♥

Bardzo męczący, ale także satysfakcjonujący tydzień...a w zasadzie dwa już za mną. Warto było jeszcze trochę się pomęczyć dla tej dumy z samej siebie, że do samego końca starałam się dać z siebie nie sto, ale nawet dwieście procent. Teraz przynajmniej mogę zasłużenie odpoczywać całe wakacje, żeby we wrześniu zacząć z nowymi siłami naukę w liceum. :)







Pierwszy wakacyjno-szkolny wyjazd już za mną. Biwak w Serpelicach, niewielkiej miejscowości wypoczynkowej położonej nad rzeką Bug, udał się wyśmienicie. Nie spodziewałam się, że aż tak miło spędzę czas z moją klasą. Przez te wszystkie lata nauki miewaliśmy dobre i złe chwile...z przewagą tych drugich, więc miałam pewne obawy, co do powodzenia tego przedsięwzięcia; aczkolwiek obyło się bez aktów przemocy! Zakwaterowani byliśmy w małych, dwupokojowych domkach; które położone w oddali od innych grup wycieczkowych, dawały nam prywatną przestrzeń 'tylko dla nas'. Przez większość czasu mniej więcej robiliśmy, co chcieliśmy. 'Mniej', bo ciągłe wyciąganie nas z domków, gdzie zalegaliśmy zagrzebani w ciepłe koce; nie spotykało się z dużym entuzjazmem z naszej strony! :)






Wyjazd ten miał jednak charakter wycieczki szkolnej, a co za tym idzie-nie mogło obyć się bez zajęć zorganizowanych. Uczestniczyliśmy łącznie w sześciu godzinach 'survivalu' włączając w to strzelanie z łuku, odnajdywanie 'skarbów' za pomocą GPS, ściankę wspinaczkową, paintbal, czy strzelanie z wiatrówki. Nie jestem szczególną miłośniczką sportu, ale niektóre zajęcia okazały się całkiem fajne. :)


 



Ubiegłe wycieczki miały to do siebie, że z każdej wracaliśmy z wielkim przypałem na koncie; tym razem jakoś udało się tego uniknąć. Spędziliśmy wszyscy bardzo miło czas korzystając z tych ostatnich chwil we wspólnym gronie. Z pewnością na całe życie zostaną mi w pamięci nocne schadzki i przesiadywanie po kilkanaście osób na trzech łóżkach; wspólne śpiewanie dołujących piosenek, czy nawet tych kilka łez, które gdzieś tam w pewnych momentach się pojawiły. Na całe szczęście nauczycielki, które z nami były starały się uwiecznić jak najwięcej chwil w postaci zdjęć, czy filmów. Wtedy wydawało się to denerwujące, ale jak tylko wróciłam do domu i odpaliłam pendriva ze zgranymi materiałami, znów byłam na biwaku i przeżywałam wszystko od nowa. 







Mam nadzieję, że podobała wam się ta 'krótka' relacja z wycieczki. Wciągnęłam się  trochę w to rozpamiętywanie...na zegarku dochodzi czwarta, a ja o szóstej mam pociąg do Warszawy! W każdym razie, było warto. :)
Buziaki, kochani! Trzymajcie kciuki, żebym znalazła wymarzoną sukienkę na bal!

M.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz